Dwóch hiszpańskich przyjaciół ma premierę swoich debiutanckich filmów na Festiwalu Filmowym w Wenecji: „To niesamowicie mocne”.

Zakończenie wydaje się być napisane w Hollywood. A jednak jego filmy nie mogłyby być bardziej odległe od wielkiego przemysłu. „Jest niesamowicie mocny” – zauważa Jaume Claret Muxart (Barcelona, 27). „Wszystko jest zbyt idealne” – definiuje Gabriel Azorín (Hellín, 44). Poznali się w 2018 roku w Szkole Filmowej Elíasa Querejety (EZQE) w San Sebastián. Pierwszy nie miał nawet dwudziestki, drugi zbliżał się do czterdziestki. ON Zaprzyjaźnili się bardzo dobrze i nie tylko. Azorín był doradcą — consigliere , po włosku, jak wolą — przy krótkometrażówce Clareta Muxarta. Kiedy pochodzący z Albacete reżyser montował swój film w Barcelonie, widywali się „co tydzień”. Spędzili ostatnie siedem lat blisko siebie: każdy z nich przygotowywał swój pierwszy film pełnometrażowy. I jednocześnie pomagali sobie nawzajem w ich. Dwie odrębne produkcje, połączone niezależnością i charakterystycznym stylem. A teraz premiera, która wciąż ich zadziwia: debiutują jednocześnie na Festiwalu Filmowym w Wenecji. Oczywiście Azorín był na pokazie filmu swojego przyjaciela „Estrany riu” w sekcji Horizontes. Claret Muxart nie przegapi również filmu „Anoche conquistaste Tebas” (Ostatniej nocy zdobyłem Teby) w sekcji Giornate degli Autori. Mieli zarezerwowane bilety na kilka dni. Wszystko jak z filmu. Wszystko prawdziwe.
Te dwa filmy łączy jeszcze więcej. Po pierwsze, zrodziły się z dwóch epifanii. I, w pewnym sensie, z wody. „Zacząłem pisać go w szkole. Zainteresowałem się nim dzięki instalacji artystycznej, ale wpadłem w kryzys. Połączyły mnie wycieczki rowerowe z rodziną i zacząłem pisać pierwszą wersję scenariusza. A potem pojawiła się fikcja” – wspomina Claret Muxart o swoim filmie, który trafi do hiszpańskich kin 3 października. Projekt zmierzał więc w stronę nastolatka jadącego na rowerze z rodzicami i rodzeństwem wzdłuż Dunaju, a jednocześnie w stronę własnej tożsamości. Chociaż w poszukiwaniu siebie spotyka tajemniczego i nieuchwytnego młodego człowieka. I z wciągającym krajobrazem: Estrany Riu udaje się Natura przemawia nawet więcej niż bohaterowie. Reżyserowi wystarczy sfilmować mgłę lub podmuch wiatru, aby oddać zakłopotanie lub gniew. Być może nie proponuje zbyt oryginalnego tematu. Być może niektóre dialogi są nieco pretensjonalne. Jednak konsekwentnie oferuje delikatność i takt, nawet w dosłownym sensie: quasi-zmysłowe doświadczenie na ekranie. Efekt, między innymi, świadomej decyzji: „Często filmowaliśmy niezależnie od pogody”.

Azorín filmował również w plenerze . I tak jak jego kolega ze szkoły i klasy, sięgnął po pamięć w swoim filmie. W 2017 roku odwiedził przyjaciela w Vigo, a ktoś polecił mu wizytę w pobliskich gorących źródłach Bande. „Towarzyskie spotkania w wodzie i kostiumie kąpielowym nigdy nie były moją pasją” – żartuje. Odwiedził jednak kompleks, zbudowany przez Rzymian w I wieku n.e., na obecnej granicy Hiszpanii i Portugalii. Zanurzył się nawet i został tam na noc. Kiedy zabrakło prądu, jego ekipa również odeszła. „Zostałem sam, nic nie widziałem i pogrążyłem się w introspekcji” – mówi Azorín. Dwa lata później, w EZQE, zafascynowały go filmy portugalskiej pary Margaridy Cordeiro i António Reisa. Przede wszystkim jedna koncepcja: „Zdolność ujęcia do ukazania kilku rzeczy naraz w jednym obrazie”. Chciał spróbować filmować i zapamiętał to miejsce. Wrócił więc z kamerą w ręku. I dokonał kolejnego odkrycia: filmując trzech chłopców w kąpieli, uświadomił sobie, że „gdyby nie telefony komórkowe”, nie dałoby się określić daty tej sceny. Z tych wszystkich bąbelków wyłonił się film „Last Night I Conquered Thebes”.
A priori film potrafi fascynować i przerażać w równym stopniu. W weneckiej sekcji „Giornate degli Autori” został opisany jako „najbardziej radykalny” w programie. Prawie nie ma tu akcji; nawet kamera woli się poruszać. Tylko około piętnastu ujęć mężczyzn rozmawiających, niektórzy po portugalsku, inni po łacinie (!), dziś lub w I wieku. Nawiązania do gier wideo, nastrojów antywojennych i roztrzaskanych marzeń. Niektórzy uciekną. Ci jednak, którzy zechcą się trochę popluskać, prawdopodobnie skończą na całej kąpieli. I odkrywają, że w cieple wód narasta wiele tematów: przodkowie, więź między ludźmi, życie wewnętrzne każdego człowieka, brak męskiej komunikacji, gorące źródła jako jedno z niewielu miejsc, które się otwierają. Dwa tysiące lat temu, tak jak teraz. „Mój znajomy powiedział, że ten film jest jak science fiction, bo pokazuje mężczyzn mówiących głęboko: w filmach zazwyczaj są oni przedstawiani poprzez swoje czyny, a nie poprzez mowę, a tym bardziej poprzez swoje słabości. Spędziłem dużo czasu z przyjaciółmi i przeoczyliśmy wiele ważnych rzeczy” – wspomina Azorín.

„Kino powinno mieć warstwę, którą można zrozumieć, a następnie kolejne, które powstają w zależności od tego, jak ludzie łączą się z poszczególnymi elementami” – dodaje Claret Muxart. Nawet w tym względzie obaj przyjaciele mają podobne wizje. Zapytani o trudności komercyjne, z jakimi mogą się zmierzyć ich filmy, udzielają niemal identycznej odpowiedzi: „Wiem, że nie podbije box office'u, ale myślę, że znajdzie swoich rozmówców, również dlatego, że porusza uniwersalne tematy”. Oczami Dídaca, swojego młodego bohatera, Estrany Riu niekiedy poszerza swoje spojrzenie na matkę lub młodszego brata. A wraz z nimi na inne sprawy: nie tylko na teraźniejszość, typową dla nastolatka, ale także na życie przeszłe i to, co ma nadejść. Czas jest kluczowy w obu dziełach.
Sami reżyserzy pochodzą z dwóch różnych epok. „Te 17 lat różnicy oznaczało przepaść pokoleniową; jednakże dystans ten był od początku mostem pokrewieństwa i przyjaźni. Być może dlatego, że pomimo wychodzenia z bardzo różnych pozycji życiowych, obaj byli zdominowani przez konieczność, pewną pilność, radykalne zaangażowanie w życie” – zauważa Carlos Mugiro, dyrektor naukowy EZQE, kolejna osoba świętująca podwójną premierę. A raczej potrójną: Ekwadorka Ana Cristina Barragán, studentka szkoły kilka lat później, również wyświetla film w sekcji Horizontes w Wenecji, Ivy , hiszpańską koprodukcję. Mugiro jednocześnie podkreśla inną różnicę: Claret Muxart opuszczał Cinema en curs , program nauczania filmu w szkołach i instytutach w Katalonii, i „szukał miejsca, aby odkryć swoją wizję, a także umiejętności, aby urzeczywistnić historie, które już wtedy wynikały z jego rodziny i uniwersum biograficznego”. Azorín z kolei był współzałożycielem kolektywu lacasinegra i reżyserem filmów krótkometrażowych oraz dokumentu. Pracował już jako reżyser reklam, gdy postanowił dać filmowcom kolejną szansę.

„Nie czułem potrzeby kręcenia pierwszego filmu fabularnego jako takiego, ale właśnie tego. Aby rozpocząć projekt, który zajmie ci sześć czy siedem lat, musisz być naprawdę zaangażowany” – dodaje Azorín. Co więcej, obaj otaczali się przyjaciółmi i znajomymi. „ Wystarczy spojrzeć na napisy końcowe obu filmów, pełne kolegów ze szkoły, aby docenić narodziny wyjątkowego zjawiska filmowego” – uważa Mugiro. „To coś, co ma ogromny wpływ na obecne pokolenie filmowców; dzielimy się procesami, stają się one bardziej kolektywne, rozwijamy się razem” – podsumowuje Claret Muxart. Tylko ich harmonogramy uniemożliwiły Azorínowi ponowne objęcie stanowiska consigliere dla Estrany riu. Utrzymuje jednak, że ponownie go poprosi o udział w kolejnym projekcie. Kto wie, jaki los ich czeka. Na razie liczy się jeszcze jedna rezerwacja: miejsce na najstarszym festiwalu filmowym na świecie, na pokazie u znajomego.
EL PAÍS